czwartek, 12 lipca 2018

Resident Evil 2 - sequel doskonały


Pamiętam swoje niezrozumienie, jak szybko można wydać drugą część gry. Mój znajomy zaczął opowiadać mi o swoim nowym komputerze i tytułach, jakie posiadał. Jakoś temat spadł na Resident Evil i okazało się, że i ten posiada w swoich zbiorach. Z wypiekami na twarzy siedziałem u niego i patrzyłem na ładujące się logo CAPCOM'u. Okazało się, że nie jest to mój oczekiwany RE, tylko jego druga część. Zrozumiałem wtedy, że PC to nie Amiga - na tej platformie czas nie czeka na gracza...


Była to też wersja demonstracyjna, więc lecący czas w górze ekranu niczym odliczanie przy odpaleniu bomby, bardziej stresował niż zombie w mieście. Byłem strasznie podjarany po powrocie do domu i zrozumiałem, że to już ten czas, kiedy zacząć trzeba było domagać się komputera do poszerzenia nauki. Inaczej czekałbym na komputer do liceum.


Gdy zasiadłem do dema już na własnym komputerze, nadal nie znałem dokładnie pierwszej części. Ogrywałem się w tym, co było dostępne. Nie przeszkadzał ograniczony czas gry, który skrócony był jeszcze niedającymi się przeskoczyć cutscenkami. Polowanie na pełną wersję opisywałem już w recenzji Resident Evil 1, więc od razu przejdę do problemów wersji zrippowanej - brak "filmików" powodował wyskakiwanie błędu, którego nie dało się ominąć. Trzeba było w taki sposób grać, by nie wpaść przez przypadek na ładowanie się przerywnika filmowego, co w dalszej perspektywie i tak nie załatwiało problemu. Po otrzymaniu z Allegro pełnej, pirackiej wersji mogłem w pełni rozkoszować się nową odsłoną RE.


Cała historia opowiedziana jest w kilka miesięcy po wydarzeniach z jedynki. Kanoniczne zakończenie: czterech członków S.T.A.R.S. niszczy rezydencję, zabija Tyranta (broń biologiczną, która jest westchnieniem każdego złego w serii), śmierci doznaje kapitan Albert Wesker, który jest też głównym prowodyrem katastrofy naszych bohaterów. Wirus-T rozprzestrzenił się jednak do pobliskiego Racoon City.


I tutaj twórcy postarali się zagrać mocną kartą. Zrezygnowali z przedstawionych wcześniej postaci, a wprowadzili nowe twarze. Mamy tytaj Claire Redfield, poszukującą Chrisa siostrę oraz Leona Kennedy, młodego policjanta, który przyjeżdża do Racoon City, by rozpocząć służbę. W intro bohaterowie się spotykają, ale w wyniku wypadku samochodowego z cysterną, wychodzą innymi drzwiami samochodu, przez co muszą przemierzyć ulice w celu dostania się na komisariat policji (prawdopodobnie najbezpieczniejsze miejsce w mieście). I tutaj kolejna niespodzianka!


W RE1 wybór postaci opierał się wyłącznie na przejściu całej gry w celu poszukiwania drugiej. Oczywiście, fabuła się lekko zmieniała, ale poszczególne etapy były niemal identyczne. Tutaj, wybór pierwszego bohatera i przejście nim gry, daje nam okazję obejrzenia, co robił inny w tej samej chwili. Czyli przestawiając to na wzorze: wybierając Claire, miała scenariusz A, po przejściu odblokowywał się Leon B. Jest jeszcze lepiej! Możemy wybrać pierwszego policjanta (Leon A), by później zagrać siostrą Chrisa (Claire B). Daje nam to teoretycznie cztery scenariusze gry, które zmieniają się zagadkami, fabułą, sytuacjami oraz bossami. Przez cały czas historie się przeplatają pomiędzy historiami A i B, więc pewne decyzje będą rzutować na inny epizod.


Niestety, nie uniknięto kompromitacji. W jednej opowieści zdarza się nam powtarzać czynności tymi samymi postaciami. Dobrym przykładem jest zdobycie czerwonych kamieni, które mają być włożone do posągu lub używanie zapalniczki. Robimy je w taki sam sposób w scenariuszach A i B. Podejrzewam, że wymuszone to było ograniczeniami gry i samego komisariatu, w dalszych miejscach nie występują już takie babole lub są niemal niezauważalne.


Dalej rozbijając na czynniki pierwsze historie, mamy tutaj scenariusz Leona, który poznaję tajemniczą Adę Wong, dziewczynę jednego z pracowników firmy Umbrella działającego w rezydencji z pierwszej części. Claire, poznaje za to Sherry Birkin, córkę Williama, twórcę wirusa-T i nowego G. Redfield ma okazję poznać całą rodzinkę Birkinów w trakcie ucieczki z miasta. Scenariusz A przedstawia nam głównie walkę z Williamem Birkinem, który podczas ucieczki przed agentami Umbrella wstrzykuje sobie G-Virus. Facet ewoluuje niczym Caterpie w Pokemonach na samo pierdnięcie. Scenariusz B też kręci się wokół zmutowanego naukowca, ale dodatkowo pojawia się Mr.X (T-00), kolejny Tyrant, który ma za zadanie znaleźć próbkę nowego wirusa. Mechanika tej postaci jest wstępem do Nemesisa z Resident Evil 3, pojawia się znikąd i "podąża" za nami. Szkopuł polega na tym, że po wyjściu z danego pomieszczenia znika bezpowrotnie, do czasu kolejnego zaplanowanego przez twórców spotkania.


Wytrwałych i zdolnych graczy, twórcy nagrodzili kilkoma dodatkami. Pierwszy z niech to Extreme Battle, gdzie jednym z czterech protagonistów usiłujemy wypełnić misje. Niekanoniczne, więc i mało interesujące. Drugi to wchodzący w oś fabularną epizod agenta specjalnego zatrudnionego przez Umbrella - HUNK. Kolejna postać, która ma przechwycić G-Virus. Poziom trudności jest mocno podwyższony i można śmiało stwierdzić, że to wyzwanie dla weteranów. Trzeci ukryty bonus, to historia HUNK'a, w której zastąpiono go... serkiem Tofu, uzbrojonym jedynie w nóż. Tego epizodu nie miałem cierpliwości nigdy ukończyć - wymaga znajomości mechaniki gry, rozstawienia przeciwników, ścian oraz mapy. Z dodatkiem garnca szczęścia.


Grafika oczywiście uległa polepszeniu, niestety główny przeciwnik - zombie - ma niewiele wariantów ubrań, więc często zdarza się, że w jednym korytarzu widzimy kilka takich samych kobiet w szortach. Bardzo przyjemnie patrzy się na ewolucje Birkina, pomysłowość godna Carpentera. Prerenderowane tła wyglądają o klasę wyżej niż było to kilka lat wcześniej. Co bardziej irytuje, wersja na PSN Store nie ma poprawionej rozdzielczości, jaką posiadali użytkownicy Windowsa - jest to o tyle przykre, że PS3 pociągnąłby lekko podrasowaną grafikę bez żadnego problemu.


Muzyka, o dziwo, jest zrobiona tylko poprawnie. Nie ma kiczowato-komiksowego stylu z pierwszej części, trzyma klimat otoczenia i sytuacji zagrożenia, ale tylko tyle. Na pierwszy plan wychodzi jednak muzyka w hallu komisariatu oraz ta w pokoju ze skrzynią.


Chciałbym się ponownie przyczepić do voice-actingu, ale tym razem nie doświadczamy żenady. Jest słabo i Kanadyjczycy wybrani do odegrania ról wydają się nie rozumieć, co to dykcja i w którym momencie robi się pauzę. Najbardziej ciche osoby to Ada Wong i Annette Birkin - bez transkrypcji z internetu nie potrafiłem rozróżnić ich mowy od masła Whizoo.


Wydaje mi się, że bije stąd mocno neutralna ocena tej części serii. Nie ukrywam, że po kilkunastu latach od ostatniego zagrania, miałem lekką podnietę przed odpaleniem gry.  Zestarzała się, ale na pewno jest bardziej jara od poprzedniczki. Nawet możliwość zwiedzania poziomów z różnych perspektyw (z racji podziału na scenariusze), dodaje tytułowi odrobinę świeżości. Mam wrażenie, że 2018 rok to ostatnia szansa tej odsłony - wielkimi krokami zbliżający się remake wygląda fenomenalnie, poprawi błędy fabularne i będzie dopasowany do nowszych części. Ale niestety wykluczy oryginał z obiegu i zrobi z niego relikt przeszłości - kochany przez hardcorowców i kolekcjonerów. Zanim to nadejdzie, proponuję się z nim zapoznać.

OCENA: 8/10

Plusy:
- scenariusz;
- poprawiona mechanika gry;
- pięć historii i jako bonus serek Tofu.

Minus:
- voice acting strasznie męczący;
- wersja z PSN Store muli i słabo wygląda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...