niedziela, 2 sierpnia 2015

Metal Gear Solid 2 - Niagara łez


Są tytuły, które kochasz od pierwszego wejrzenia. Są też takie, które odpychają, chociaż nawet na nie nie spojrzeliśmy. Metal Gear Solid 2, należy do trzeciego gatunku, z każdym razem jest co raz gorzej... Narażę się fanom, ale uważam ten epizod za bardzo ważny dla serii, ale nijak nie mogę się pogodzić z jego realizacją. Z tego też powodu próbuję unikać wszelkich kontaktów pisania o tej części negatywnych opinii. Po ośmiu miesiącach od ostatniego zagrania, zebrałem się w sobie i oto jest moja surowa opinia produktu Hideo Kojimy. Gdyby nie to nazwisko i ten brand, prawdopodobnie tytuł zniknąłby w czeluściach innych nieznanych już nam tytułów.

Snake się zastanawia. Ja to robiłem przez osiem miesięcy, ale doszliśmy do tego samego wniosku...
Pierwsze moje spotkanie z tą częścią było na PC w 2008 roku. Zakochany po uszy w "jedynce", pokochałbym każdego bękarta z tytułem MGS. Grać się w to nie dało, na innym poziomie trudności niż na Easy. Konwersja z PS2 na klawiaturze, bez analogów, bez rozsądnego rozmieszczenia klawiszy - spowodowało, że zobaczyłem sobie fabułę, niespecjalnie angażując się w przechodzenie. Wtedy jeszcze nie widziałem tego, co zaraz zacznę wymieniać...


Jeden z żarcików "na poziomie". Byłby dobry, gdyby nie przesyt.
Zacznijmy może od przypomnienia, z czym zostawił nas MGS1. Solid Snake dowiaduje się, że razem ze swoim bratem bliźniakiem - Liquidem, są owocem eksperymentu Les Enfant Terrible. Ośmioraczki były stopniowo wybijane, by dwóch ostatnich posiadało właściwe geny. Jeden Snake miał geny recesywne, drugi dominujące. Bufon Liquid myśląc, że Big Boss (ojciec) miał coś wspólnego z obdarowaniem go recesywnymi, miał zamiar go zabić. Niestety musiał się zadowolić unicestwieniem osoby, która zabrała mu tę przyjemność - własnego brata. Solid Snake wybija mu ten pomysł ostatecznie, przy okazji zarażając wszystkich wirusem FoxDie (który został mu wstrzyknięty, by pomordować ludzi o określonym genotypie). Revolver Ocelot, to jedyna postać z tych złych, któremu udało się zwiać przed sprawiedliwością. Jednak w ostatniej scenie słyszymy rozmowę między nim, a... prezydentem USA - co doprowadza do konkluzji, że Ocelot działał na dwa fronty. Narwany Liquid umarł w przeświadczeniu, że rzeczywiście miał recesywne geny, ale okazało się również, że dzieci w projekcie było dziewięcioro. Trzecim żyjącym Snake'iem jest prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki...
TANKER, zdecydowanie lepiej zorganizowany epizod "dwójki".
Bardzo płytko mogłem zabrnąć w fabułę, być może kiedyś będę miał okazję opisać tylko i wyłącznie historię opowiedzianą na ekranach monitorów. Tej z MGS2 ciężko będzie przełknąć bez uprzedniego zagrania w "jedynkę". Mamy co prawda dostęp do kilku "książek" wgranych na płycie, które można sobie przekartkować i uzupełnić wiedzę niezbędną, ale i tak nie pomoże w szybkiej orientacji, bo nowa opowieść jest tak zawiła, że do dzisiaj nie/miłośnicy dyskutują nad pewnymi jej fragmentami.

Kim jest ta laleczka z tyłu?
Cała gra składa się z dwóch rozdziałów. W pierwszym, nazwanym TANKER, mamy możliwość poznania losów organizacji Philanthropy, która zajmuje się niszczeniem na całym świecie mechów. Okazuje się, że dane konstrukcyjne można kupić na czarnym rynku, a nasz Solid Snake i Otacon, walczą z tym procederem. Bohaterowie otrzymują informację, że nowy typ Metal Geara będzie przewożony rzeką Hudson statkiem. Na miejscu okazuje się, że nowy Gear jest własnością Marines, a Philanthropy nie jest jedyną organizacją, która wtargnęła na własność USA. Rosyjscy żołnierze dowodzeni przez Gurlukovich'a i Revolver Ocelota, chcą skraść i sprzedać Metal Gear RAY. Shalashaska po raz kolejny ukazuje nam swoje dwulicowe podejście i zdradza Rosjan, twierdząc, że RAY należy do organizacji THE PATRIOTS, zatapia tankowiec i spieprza w kokpicie nowego pojazdu. Wszyscy giną, a zdjęcia przesłane do prasy, a zrobione przez drony, uwieczniły Solid Snake'a, jako bioterrorystę, który spowodował katastrofę ekologiczną.

Standard w serii - karton. I nie standard - kamera w prawym górnym rogu.
Ważnym w tej części jest jeszcze fakt, że pojawia się nowa ręka Ocelota, która jest zabrana z ciała Liquida. Dochodzi do kuriozalnej sytuacji, gdy w pobliżu Solida, ręka "przejmuje" kontrolę nad rewolwerowcem - zmienia się mu głos, ma wynioślejsze pozy i braterską nienawiść we krwi. Jest to tak głupie, że minie jeszcze kilka lat, zanim zostanie to wytłumaczone.

Kolejny żarcik. Pod nogi żołnierzom rzucamy "świerszczyki".
Pierwszy rozdział charakteryzuje się tym, że dzieje się w deszczową noc. Zostawiamy mokre plamy na podłodze, musimy "gasić" światła, by nie rzucać cienia. Przed premierą gry, wypuszczone demo z rozdziałem TANKER pokazywało na co stać jeszcze PS2. Problem polega na tym, że ta trwająca około godziny część to jedyny moment, w którym zastosowano nowe sztuczki. Drugi, a zarazem główny rozdział PLANT, nie miał już możliwości wykorzystania maksimum z PS2.

Ostatnie zdjęcie TANKERA i Solida w recenzji.
W miejscu, gdzie zatonął tankowiec, bardzo szybko postawiono Big Shell, obiekt, który za zadanie ma odkażanie środowiska - wylane zostało tysiące galonów ropy. Dwa lata po wydarzeniach na TANKER, terroryści, którzy nazwali się Sons of Liberty, przejmują infrastrukturę i biorą trzydziestu zakładników, wśród których znajduje się 44 prezydent USA James Johnson. Żądania? Kuriozalna suma 30 miliardów dolarów.
Wampir i biseks. Zarówno jego osobowość i poza na zdjęciu miałyby być kontrowersyjne (?).
Na akcję ratunkową wyrusza Snake kierowany przez Campbella. Okazuje się, że "wężowy" nick przywdział blondynek z żurnala - Jack, nowy nabytek zreorganizowanego FOXHOUND. Trzeba tutaj wejść z jedną informacją - fani nie spodziewali się, że ich Solid Snake'a zastąpi, jakiś Jack o wyglądzie przystrzyżonej "Czarodziejki z Księżyca". Wszystkie materiały przed premierą były tak spreparowane, by rzucić Raidenem w oszołomiony pysk gracza. Ten sterował pokracznie biegającym komandosem, który z każdą cutscenką doprowadzał graczy do szału. Raiden to taki George Lazenby, polubić go jest trochę szorstko, ale daje poczucie, że nawet Ty, możesz rzucić padem o ścianę i sam zdobyć Big Shell.
Kolejny żarcik Hideo: główny bohater.
Nasza mała trzcinka jest zupełnie nie przystosowana do takich zadań bojowych, przez cały czas zadaje pytania, wydaje się, że zaraz się rozpłacze. Awersja pogłębia się, gdy dowiaduje się, że jego dziewczyna Rosemary pełni funkcję nadzorczą (czyli zapisuje stan gry). Mamy tutaj "słitaśne" przytyki wybranki i "męską" oschłość naszego chłopaczka.

Raiden - wersja ubrana.
Ale uciekło mi się od fabuły. Wracam. Okazuje się, że przywódcą terrorystów jest Solid Snake, a wśród jego przydupasów członkowie Dead Cell (jednostka antyterrorystyczna stworzona przez poprzedniego prezydenta Sears'a): Fatman, gruby specjalista od materiałów wybuchowych jeżdżący na wrotkach i popijający drinki; Fortune, kobieta z railgunem, która jojczy, że nie można jej zabić, czego rzeczywiście zrobić nie można i Vamp, biseksualny wampir. Powtórzę to jeszcze raz, gdyby ktoś nie ogarnął: "Fatman, gruby specjalista od materiałów wybuchowych jeżdżący na wrotkach i popijający drinki; Fortune, kobieta z railgunem, która jojczy, że nie można jej zabić, czego rzeczywiście zrobić nie można i Vamp, biseksualny wampir". To są postacie godne Raidena.

Fatman - o dziwo najjaśniejszy punkt Dead Cell.
Z biegiem czasu doświadczamy zwrotów akcji, które z jednej strony sprawiają, że wydaje się nam, że fabuła się zawiązuje, z drugiej gmatwa ją do tego stopnia, że biegamy ze świecą mając klapki na oczach. Cały następny akapit to spoiler.

Tak. Takim Raidenem też gramy.
Solid Snake to, tak na prawdę Solidus Snake (ten trzeci), który jest 43. Prezydentem Stanów Zjednoczonych, który walczy z organizacją The Patriots, która to rządzi światem. Prawdziwy Solid Snake i Otacon pojawiają się na Big Shell, by ratować sytuację. Ten drugi miał romans ze swoją macochą, a matką swojej przyrodniej siostry Emmy, która go za to nienawidzi. Raiden biega i przez cały czas nie wie, co się dzieje, czyli symbolizuje typowego gracza, który też patrzy i nie wie, co ma seks z macochą i biseksualny wampir do "mojego ukochanego Metal Gear Solid 1".

Solidus Snake - kolejny brat, a zarazem były Prezydent Stanów Zjednoczonych.
Całość przypomina zerżnięte sceny z poprzedniej części w nowych sceneriach. Oczywiście, to też ma swoje wytłumaczenie, po czasie, bo Hideo rzuci w nas informacją, jak kolejnym ochłapem, która chociaż trochę naprostuje nam, w którym kierunku powinniśmy iść, by rozwiązać zagadkę. Niestety, całość kończy się na tyle zawile, że dopiero przy MGS4 będziemy mieli pewność niektórych czynów z "dwójki".
Dwa czarne charaktery, które ratują ten rozdział.
Przejdźmy do podsumowania tego odcinka. zaczynając od minusów. Fabuła, chociaż za pierwszym razem bardzo mi się podobała, z każdym następnym okazywała się nudna i irytująca. Pomimo prób wyjaśnień i twierdzenia, że tak było w zamyśle, stwierdzam - nie wierzę w to, jestem przekonany, że nie było pomysłu na środek tej gry, bo początek i końcówka to poziom MGS1. Pozostałe elementy to wydłużona do granic surowa japońszczyzna, płaczliwa i przegadana.

Najlepszy moment w grze. Bez płaczu i żenady - męski pojedynek.
Oooo, jeśli chodzi o te dwa elementy to też dobiorę się do skóry. Tak, jak w poprzedniej części CODEC był dodatkiem do fabuły i samej rozgrywki, tak tutaj zrobiono z tego motor produkcji. Non stop, mamy czarny ekran i dwie gadające głowy, które przeciągają nasz czas spędzony przed telewizorem. Ledwo ruszymy się z miejsca, a już mamy obdzwonkę naszych znajomych. Nie są to cutscenki, jak w MGS1! Twórcy dołączyli też pod klawisze R2 lub L2 możliwość czytania w myślach Raidena, podczas tych przydługich rozmów, gdzie słychać jego irytujący komentarz dotyczący rozmówcy. Tak! Twórcy od samego początku wiedzieli, że to ich pięta achillesowa, więc postanowili jeszcze z tego zakpić...

Patrzcie, jak Otacon płacze... Boże, jaki żal...
Płaczliwość... To połączenie voiceactingu i budowy postaci. Im więcej łez, tym mocniejsza gra. Fortune płacze, EE płacze, Otacon wyje. Może i miało uruchomić we mnie te uczucie, którego tak dawno nie używałem, że nie pamiętam, jak się nazywa. Ale się nie udało. Ckliwe do granic możliwości, sztuczne i obrzydzające zabawę. Już wcześniej wspomniane wątki seksualne były na siłę eksponowane, a pod sam koniec mamy Niagarę łez. I smutno mi się nie robi, bo jest źle zagrane. Oprócz Ocelota, Roy'a i Solidusa, nie przypominam sobie żadnej dobrze odegranej postaci. A aktorzy się nie zmienili. Solid warczy, jak facet udający psa, overacting pełną gębą (nadal to dobry aktor, ale porównuję do MGS1). Przodujące wyjce (Otacon i EE) nie mają chyba innej gamy głosów, a zarazem napisanych innych tekstów, niż płacz, szloch i rozmowa tonem użalania się nad sobą. Zresztą, wspomniana konstrukcja tych postaci nie daje im innej możliwości. Nie są tak słabo zaprojektowani, jak grubas na wrotkach, czy wampir biseks, ale nadal są to niziny.

Raidenowi pomaga tutaj Snake i Otacon w helikopterze Kasatka. Solidus za sterami Harriera. Miód!
Tyle złego zostało powiedziane, ale plusy jednak są. Jak już nam Hideo pozwoli ruszyć się kilka metrów i możemy zacząć zwiedzać, zauważymy, że gameplay jest bardzo ok. Widok FPP daje nam teraz możliwość strzelania i dobrego wycelowania. Świetnym jest też to, że cała akcja dzieje się w dzień i mamy świetne efekty wchodzenia do ciemnych pomieszczeń, kiedy to oko przyzwyczaja się do innego oświetlenia. Muzyka pomimo tego, że nie rzuca na kolana, ma swoje niezłe kawałki ("Yell Dead Cell", czy "Father and Son"). Same walki z bossami, to świetne urozmaicenie od ciemnego CODECa, a główny badass - Solidus Snake, dorównuje Liquidowi i da się go polubić, a nawet uznać za jedyną dobrą osobę dramatu.

Już tak do dobicia dodaję tego screena. Gra nie jest tak zła, jak czytacie. Jestem zawiedziony realizacją oraz tym, że Hideo dopuścił do tej serii... średniaka.
Kocham wszelkie niekochane produkcje. Najlepszym wokalistą w Iron Maiden jest Blaze Bayley, a płytą "The X-Factor". Najlepszym Bondem jest Timothy Dalton, a najlepszymi filmami: "Operacja Piorun" i "W tajnej Służbie jej Królewskiej Mości". Metal Gear Solid 2 i Raiden też należy do worka "niekochanych" przez publiczność, ale tych (w przeciwieństwie do wyżej wymienionych) nie wyciągnę.


OCENA: 6/10

Plusy:
- Solidus Snake;
- akcja w dzień;
- świetne rozwiązany tryb FPP;
- nadal jest to Metal Gear.

Minusy:
- Raiden;
- overacting Haytera;
- tragicznie zrobione postacie EE, Rose, cały Dead Cell;
- niepotrzebne wtrącanie wątków seksualnych;
- wpychająca się każdym oknem, jęcząca, płaczliwa, źle zachowująca się "japońszczyzna", która dobrze może wypadać w serii "Final Fantasy", a nie w "poważnym" tytule, jakim próbuje być MGS2;
- brak balansu między graniem, a CODEC'iem;
- słabe, na tle przeszłych i przyszłych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...